Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że przywódca jedynej słusznej partii w Polsce operuje podobną socjotechniką, jak Putin. Najpierw na długo odcina się od polityki, wystawiając do walki wyborczej swojego człowieka na premiera. A potem wychodzi z cienia, by zdecydowanie przejąć stery rządzenia w państwie. Daje narodowi złudne poczucie własnej wielkości z racji nadprzyrodzonego wybraństwa. Jesteśmy przedmurzem cywilizacji europejskiej, przedmurzem chrześcijaństwa. Mamy misję, mamy rolę do spełnienia: teraz jest to chociażby obrona naszych granic przed niewiernymi. Religia jest potężną bronią. Kościół staje się stałym elementem życia politycznego, podobnie jak cerkiew prawosławna w Rosji. Nie będziemy może państwem wyznaniowym, jak straszą niektórzy, ale religia będzie upaństwowiona na rosyjski obraz i podobieństwo. Dla poklasku tłumów, na ich potrzeby i dla zaspokajania populistycznych potrzeb jego przywódców. Zepchnie nas to z czasem, jak rosyjską głubinkę (prowincję), której prawie nikt nie zna, na margines cywilizowanego świata i stworzy z Polski skansen, do którego z zadziwieniem będą przyjeżdżały wycieczki z Japonii czy Niemiec, swoimi smartfonami dokumentując ten swoisty rezerwat światopoglądowego zacofania. Ale co kraj to obyczaj - jeżeli większość uważa, że tak a nie inaczej interpretowane przez nią zapisy prawa naturalnego dają jej przyzwolenie na ograniczanie praw jednostki, nasz wybór. Podobnie wybrali Rosjanie, którzy już dawno zrezygnowali z szeroko pojętych wolności obywatelskich w imię silnego państwa i rozwoju nacji, do czego wzywa ich przywódca.
Sprawdzony kierunek. Na szczęście Polacy jako naród na przestrzeni wieków nie godzili się na długotrwałe zginanie grzbietu pod knutem tej czy innej dyktatury. Tak, zbieraliśmy bolesne razy - i zawsze potrafiliśmy wstać z kolan. To daje nadzieję. Na razie jednak dobrowolnie kręcimy sobie niezły bat na najbliższe lata, chyba pilnie przyglądając się, jak robi to Putin. Bo innego wzorca dla takiej a nie innej polityki jedynie prawej i sprawiedliwej partii ze świecą szukać. Chociaż publicznie przedstawiciele tejże partii deklarują, że Rosja jest naszym przeciwnikiem. Im więcej podobieństw, tym większe rozdrażnienie.
Po wyborach stracimy prawo do światopoglądowego pluralizmu. Stracimy prawo do decydowania o sobie. I stracimy prawo do niegodzenia się na taką politykę. W Rosji karane jest to napiętnowaniem mianem zdrajcy, agenta, szpiega, w najlepszym razie - odmieńca. Ścieżka jest jasno wytyczona, wzorce gotowe: kto nie z nami ten przeciw nam. Za cenę utraty przywilejów, majątku, wolności a nawet życia. Cel uświęca środki, tym bardziej gdy sięga się po nie z religijną pieśnią na ustach. Na arenie międzynarodowej będzie podobnie: izolacja, emigracja, kryzys demograficzny. Ale przykład Rosji wskazuje, że można z tym żyć. W takich porównaniach jednak nie zabrnijmy za daleko - mimo wszystko z naszym przedmurzem nikt się tak liczyć nie będzie jak z rosyjskimi surowcami. Wiara wiarą, ale nawet krzyżowcy mieli miecze. A my ich nie mamy. Na szczęście. Chociaż... kto wie, co tam jeszcze wykopiemy w poniemieckich grotach i korytarzach Walima i Włodarza..?
