Moskwa wierzy już tylko łzom

Powroty bywają trudne. Szególnie powroty do kraju, który tonie a w którym przeżyło się blisko 20 lat. Rosja powoli, lecz nieubłaganie stacza się w stronę chaosu burzliwych lat 90-tych. W sytuacji, gdy finanse państwa i jego obywateli są na krawędzi katastrofy, jedynym ratunkiem jest odwracanie uwagi albo bezlitosna walka o przeżycie.

Na szczeblu państwowym manewry wypierające wewnętrzne problemy prowadzone są na bieżąco. Władza na każdym kroku podkreśla krzywdę, jaką Zachód robi Rosji swoją antymoskiewską polityką. I na każdym kroku uspokaja: my sobie poradzimy. Tym bardziej, że Zachód powinien zająć się swoimi problemami: kryzysem migracyjnym, przyszłością Europy, wojną w Syrii. Głównym wrogiem Rosji, jak za czasów zimnej wojny, są jednak Stany Zjednoczone. To tam czai się całe zło i to tam Rosjanie powinni upatrywać wszystkich przyczyn swoich ostatnich problemów.



Tyle polityka. Na pozimie czysto bytowym, ludzkim, z pozoru wszystko jest jak jeszcze parę lat temu, w złotym okresie koniunktury na ropę naftową i przed interwencją na Ukrainie: po ulicach Moskwy śmigają najdroższe samochody, kobiety paradują w futrach, restauracje (mimo wyśrubowanych cen) są oblegane do ostatniego stolika, miasto a także sam Kreml się rozbudowuje. A jednak coś jest nie tak.

W powietrzu unosi się niepokój. Nie jest to nawet zwiastun nastrojów przedrewolucyjnych – do tego Rosji daleko, jeżeli w ogóle. Ale ludzie są wyraźnie zmęczni. Ogarnęła ich szarość, zniechęcenie, brak wiary w jutro. Ze swoich ponurych zakamarków znów powyłazili dobrze zbudowani, śniadzi młodzieniaszkowie w czarnych skórach i wypasionych brykach, którymi sieją postrach na ulicach, pędząc z rykiem silników na kolejną „razborkę“ (bandyckie porachunki). Kaukaskie mafie (czeczeńskie, gruzińskie, azerskie, ormiańskie i abchaskie) nabierają wiatr w żagle: kryzys to ich naturalne środowisko rozwoju. Policja bardziej skupiona jest na zapobieganiu próbom buntu społecznego czy działalności antyputinowskiej niż na zwalczaniu zorganizowanych grup przestępczych. Zupełnie jak przed laty.

Tyle że o jakiej opozycji może być mowa, jeżeli na czele skłóconych między sobą ruchów politycznych stoją całkowicie oderwani od rzeczywistości ludzie, tacy jak byli premierzy Michaił Kasjanow i Jegor Gajdar, binzesmen i bloger Alieksiej Nawalny czy arcymistrz szachowy Garri Kasparow. „Niepogodzeni“ postanowili w rocznicę zabójstwa swego kolegi, Borysa Niemcowa, wyprowadzić na ulice rosyjskich miast miliony ludzi. W Moskwie na marsz pamięci przyszło ok. 25 tys osób z zapowiadanych 50 tys. Rok temu, po strzałach na Moście Moskworieckim, było ich trzykrotnie więcej.

Dlatego władzy nie niepokoi działalność opozycji. Ani Gajdar, ani Nawalny czy tym bardziej Kasjanow nie zagrożą pozycji Putina, którego popularność wciąż waha się na poziomie powyżej 90%. Na taki wynik pracuje jednak propaganda, nie znająca granic swej służalczości. Tego, co wyprawiają (bo pracą dziennikarską nazwać tego nie można) reporterzy państwowych kanałów telewizyjnych nie powtydziliby się specjaliści od północnokoreańskiej propagandy sukcesu. Kraj zmierza ku katatsrofie, ale z ekranów leje się hura optymizm.

Schemat jest prosty: udana próba kolejnej rakiety typu woda – ziemia na Dalekim Wschodzie Rosji; Władimir Putin powtórzył, że Rosja nie ugnie się przed zagraniczną presją; członkowie dyskusyjnego Klubu Wałdajskiego podkreślili pozytywny wkład Rosji w uregulowanie kryzysu syryjskiego; ukraińscy nacjonaliści znów atakują pozycje Donieckiej Republiki Ludowej; Rosja wyłała kolejną partię pomocy humanitarnej dla umęczonej ludności Donbasu; Rubel stracił do dolara kolejne trzy punkty, ale pod wieczór odzyskał jeden a więc wszystko idzie w dobrym kierunku ! Jutro będzie słonecznie z drobnymi, dodatkowymi przejaśnieniami. Dobranoc państwu !

Ludzie wiedzą, że wszystko to szyta grubymi nićmi propaganda, ale chętnie w nią wierzą. Bo tak jest wygodnie i bezpieczne. I na pewno chętniej, niż w doniesienia opozycjnej Nowej Gazety, rozgłośni Echo Moskwy czy telewizji Deszcz, które w białych rękawiczkach uprawiają podobną propagandę, tyle że odwróconą o 180 stopni.

Tym bardziej, że dzisiaj Rosjan bardziej interesuje siła nabywcza rubla niż polityczne spory. A ta jest coraz mniejsza. W ciagu niecałych2 lat realne zarobki spadły 2-3 krotnie. Ceny poszybowały w górę. Dla większości Rosjan europejskie rynki i kurorty stały się niedostepne. Liczba wyjazdów zagranicznych spadła o 25-30-%. Na sklepowych półkach pustek nie ma, w wyniku sankcji w sklepach i na rynkach zapanowała jednak swoista monotonia przechodząca w szarość. Podobno niektórzy na tym wszystkim moga jeszcze skorzystać: towary luksusowe stały się bowiem o wiele tańsze niż na zachodzie. Ale dotyczy to tylko najbogaszych, którym i tak żadne kryzysy straszne nie są. Chociaż bogaci też nierzekają: bo ceny nieruchomości gwałtownie spadły i to co kupowali kiedyć za miliony dolarów dziś warte jest zaledwie setki tysięcy.

Dlatego ulubionym zajęciem Rosjan jest zaklinanie rzeczywistości: wszystko będzie dobrze. A jeżeli nie, to ważne jest tu i teraz. Więc hulaj dusza, piekła nie ma !

Wszystko to powoduje, że Moskwa w nic już nie wierzy. Może tylko we łzy. Ale na nie – jak mówi ulica - jeszcze nie czas. Choć ten zbliża się nieubłaganie.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...