O autorze
Wiktor Bater – 49 lat, dziennikarz, od 1994 r. w Moskwie jako korespondent (kolejno): Polskiego Radia (1994-1999), TVN (1999-2007), TVP (2007-2009), Polsat (2009-2011), WPROST (do 19.06.2014) i producent AP (od 2013) . Autor licznych publikacji prasowych o Rosji oraz książki "Nikt nie spodziewa się rzezi" o wojnach na Bałkanach, w Czeczenii, Afganistanie, Iraku, Izraelu. Nominowany do nagrody miesięcznika PRESS Dziennikarz Roku 2004', laureat Grand Press 2010' w kategorii NEWS. Od 1 kwietnia 2015 r. szef newsroomu SuperStacji.

Terroryści do kibla, opozycja za kratki. Lub za granicę

Władimir Putin prowadzi coraz ostrzejszą walkę z politycznymi przeciwnikami. Separatystyczne ruchy na Północnym Kaukazie zostały praktycznie zlikwidowane w wyniku brutalnych akcji pacyfikacyjnych Federalnej SłużB i antyterrorystów w Czeczenii, Dagestanie i Inguszetii. Teraz pora przyszła na tzw. pozasystemową opozycję w Rosji. Coraz surowsze kary więzienia dla opozycyjnych działaczy, porwania i tortury stały się codziennością rosyjskiego życia politycznego. Prezydent Putin zapowiada: kto zechce obalić obecny system, musi się liczyć z konsekwencjami - litości nie będzie.

W ubiegły piątek moskiewski sąd skazał na 4,5 roku więzienia (!) jednego z demonstrantów, zatrzymanych 6go maja na opozycyjnym Marszu Milionów w rosyjskiej stolicy. W uzasadnieniu wyroku sędzia wymienił udział w masowych rozruchach oraz napaść na funkcjonariusza policji. Maksim Łuzjanin przynał się do zarzucanych mu czynów (zerwania kasku, kamizelki kuloodopornej, wyrwanie pałki funkcjonariuszowi OMONu oraz budowy barykady z miejskich toalet marki Toi-Toi), dlatego sąd dał mu wyrok o 2 lata mniejszy od żądanego przez prokuratora. Sędzia Andriej Fiedin miał gest: odważył się, mimo wyraźnych wskazówek samego Kremla, okazać łaskę wrogowi putinowskiego ustroju. 4,5 roku więzienia – to przecież nic ! Szczególnie, że Łuzjanin jest kulturystą: poradzi sobie, uznał widocznie sędzia. A o tym, że skazany utrzymuje niepełnoletniego syna oraz matkę-emerytkę, powinien był pomyśleć przed wyjściem na demonstrację na Placu Błotnym.

W tzw. „błotnej sprawie” milicja zatrzymała 18 osób, wszystkim grożą wysokie kary więzienia za udział w masowych rozruchach. Najsurowsze wyroki (z dożywociem włącznie) dostaną jednak organizatorzy Marszu Milionów a zarazem przywódcy opozycji, którym prokuratura generalna szykuje procesy o próbę dokonania zamachu stanu. Niektórzy już trafili do więzienia (Leonid Razwożajew, Konstantin Liebiediew), inni odpowiadają jeszcze z wolnej stopy (Siergiej Udalcow). To, że komitet śledczy przygotowuje bezprecedensowy proces, stało się jasne po niedawnym wywiadzie Władimira Putina dla rosyjskiej telewizji: „W Rosji nie będzie żadnej rewolucji, nie dopuścimy do zamachu stanu, szczególnie za cudze pieniądze – zapewniał rosyjski przywódca – gotów jestem do politycznego dialogu, ale obecni przywódcy tzw. opozycji to zwykli wichrzyciele, prowokatorzy, zdrajcy którzy nie mają do zaproponowania niczego konstruktywnego”. Wkrótce potem na Ukrainie rosyjskie służby specjalne (za cichą zgodą Kijowa) porwały Leonida Razwożajewa, asystenta deputowanego Dumy Państwowej, Ilii Ponomariowa. Po 2 dniach tortur opozycjonista przyznał się do próby przygotowania zamachu stanu. W siedzibie prokuratury w Moskwie Razwożajew próbował wycofać się z zeznań tłumacząc, że bał się o życie swoje i najbliższych – oskarżyciele zignorowali jednak oświadczenie opozycjonisty. „Mamy wystarczająco dużo własnych dowodów” – mówią prokuratorzy.

Zastanawiające, że władze do tej pory nie aresztowały innego figuranta „błotnej sprawy”, Siergieja Udalcowa. Składa on zeznania z wolnej stopy, oskarżony o próbę zorganizowania zamachu stanu za gruzińskie pieniądze. Podstawą oskarżenia stał się film „Anatomia Protestu” cz. 1 i 2, wyprodukowany przez rosyjską telewizję NTV. Dokument pokazuje nagrane ukrytą kamerą w jednym z hoteli na Białorusi rozmowy Udalcowa oraz jego doradców z niejakim Giwim Targamadze – przewodniczącym parlamentarnego komitetu obrony i bezpieczeństwa Gruzji. Targamadze interesował się, ile kosztowałaby systemowa rewolucja w Rosji – Udalcow miał wymienić liczbę 200 milionów dolarów. Radykalny przywódca rosyjskiego „Lewego Frontu” do niczego się jednak nie przyznaje, film nazywa prowokacją służb specjalnych a przed każdym kolejnym przesłuchaniem w prokuraturze pokazuje dziennikarzom szczoteczkę do zębów i mówi, że jest przygotowany na aresztowanie. Prokuratura z aresztowaniem Udalcowa się jednak nie spieszy, siejąc pogrom wśród działaczy niższego szczebla. Niewykluczone, że taka presja ma zmusić nie tylko Udalcowa, ale także innych przywódców opozycji, takich jak Alieksiej Nawalny czy Garri Kasparow, do emigracji. Dzięki temu rosyjskie władze uniknęłyby kolejnego skandalu międzynarodowego: wiadomo, że świat upomniałby się o prześladowanych liderów opozacji, natomiast za zwykłych demonstrantów czy działaczy niższego szczebla nikt umierać nie będzie. Najważniejszy cel już został jednak osiągnięty: umiejętnie podsycanymi intrygami oraz prowokacjami, w których główną rolę odgrywają pieniądze oraz podział sfer wpływu, Kreml skłócił i tak rozbitą wewnętrznie opozycję. „Opozycja ? Jaka opozycja ? W Rosji nie ma już czegoś takiego !” – skomentował ostatnie wydarzenia deputowany partii Sprawiedliwa Rosja, Ilia Ponomariow. Opozycja, jak w czasach ZSRR, wycofała się z ulic do kuchni. W domowym zaciszu mnoży się liczba zwolenników demokracji, obrońców praw człowieka, a nawet rewolucjonistów czy anarchistów. Na ulicę dzisiaj nikt jednak nie wyjdzie: pod tym względem Putin ma rację – Rosja nie dojrzała jeszcze do kolejnej rewolucji. O ile rewolucja kiedykolwiek miała tutaj miejsce i w ogóle jest możliwa. Ale to zupełnia inna historia...


Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...